czwartek, 5 grudnia 2013

Nietypowa środa

Klasa IIb na pierwszej lekcji próbowała wkręcić Wychowawczynię żeby zrobić godzinę wychowawczą zamiast historii by zrobić dwie we wtorek gdy mają wolne.  Niestety nie udało się wkręcić. Dowiedzieli się że ich wycieczka na mikołajki nie może się odbyć bo będą jechać do gospodarstwa agroturystycznego.

Nastała przerwa przed W-F przez cały czas jej trwania czekali na W-Fistów. Na tej przerwie Wachol popchnął Pszczółkę Dąbka, który przez przypadek wpadł na Pannę Foch. Ta walnęła ich w głowy, po czym podeszła pod drzwi szatni nr3 (w której przebierają się dziewczyny) rzuciła torbę na podłogę i pokazała środkowy palec śmiejącym się Pinkuni, Elzie i Krejzolce (wydarzenie nie dokładnie opisane ze względu na to że autorka była przez chwilę odwrócona plecami). Na W-F ćwiczyło tylko pięć dziewczyn. W między czasie odbywały się wędrówki do Pedagoga. Wszystko z powodu przypadkowego zajścia na przerwie. Na pierwszy ogień poszedł Gremlin przyznając że jest chamem i czasami mówi Pannie Foch cześć. Później poszła Tapeciara mówiąca o tym, że Panna Foch jest kłamcą. Na sam koniec do zielonej kanciapy w piwnicy stawiły się, według nauczycieli najbardziej obiektywne osoby z klasy, Drama Queen i Agua. Zostały zapytane o to jak Panna Foch prezentuje się na tle klasy, bez ceregieli odpowiedziały, że jest osobą zamkniętą. Lekcja się skończyła, tym samy przesłuchania również.

Trzecią lekcją były zajęcia artystyczne, na których IIb została sama. Co jakiś czas przychodzili zbłąkani uczniowie z ogłoszeniami o akcjach charytatywnych. Po jakimś czasie jeszcze przyszła Wychowawczyni z kazaniem o naszym zwierzęcym zachowaniu. Dziewczyny się biją, nie mówimy sobie cześć, ale jesteśmy źli. Gdy pani wyszła Gremlin się zapytał kto mu cześć nie mówi, a Agua przyznała się Wacholowi że mu dzisiaj cześć nie powiedziała. Krejzolka przypomniała sobie, że jest dyżurną i poszła po bloki razem z Elzą i Pryszczatym kolegą. Po jakimś czasie powrócił Plastuś i zapytał się czemu mieliśmy przypał, a jako że nie chcieliśmy mu powiedzieć zaczął opowiadać o swoim kumplu z liceum. Później kazał zostać dziewczyną, a gdy chłopcy wyszli powiedział, że uważał nas za tą sympatyczną klasę.

Na chemii nic się nie działo oprócz drobnego sprzeczania się z Kłębuszkiem o to kto ma ładniejszą salę.

Później przed niemieckim było wielkie poruszenie o nieobecność pani od fizyki, jednak były zastępstwa na środę, ale 20 listopada. Ale w końcu uczniowie skończyli uradowani zwolnieni z niezrozumiałej nauki.

Niemiecki minął na powtórzeniu, zapisywaniu tego co będzie na klasówce w mikołajki oraz sprawdzaniu ćwiczeń.

Na przerwie przed angielskim Agua, Luna i Wenia poszły do sekretariatu by Agua mogła wyrobić sobie nową legitymację z powodu zagubieniu starej. Sekretarka zamawiała monety z mennicy polskiej by podarować je komuś na święta, na głos zastanawiała się czy kurierem będzie drożej. Gdy dziewczyny już wychodziły Napotkały przeszkodę w formie naprawiaczy drzwi (aby sprawdzić co się uszkodziło trzeba podstawić zapalniczkę do drewnianych drzwi ^^ )

Na angielskim jak zwykle klasie odwalało oraz były tworzone różne spekulacje na temat tego co będziemy robić w gospodarstwie agroturystycznym. Pustak stwierdziła, że jedziemy na farmę. Wenia powiedziała, ze bedziemy doić krowy, ale Pustak się pomyli i wydoi byka. Padały też koncepcje o rozrzucaniu gnoju i jeździe na kozach.

poniedziałek, 30 września 2013

Ślubowanie


Kiedy IIB zjawiła się w szkole nie miała dwóch pierwszych lekcji z powodu ślubowania pierwszoklasistów. W tym roku częścią nie oficjalną była imitacja teleturnieju Kocham Cię Polsko przerobione na Kocham Cię Szkoło. Według Weni i Aguy w zeszłym roku było lepiej, czyli była Familiada z sucharami Karola. Wykonanie było takie sobie, często nie było słychać wypowiedzi uczestników. Najlepsza z tego wszystkiego była końcówka. Nagrodą był uścisk dłoni przewodniczącego samorządu szkolnego. Przewodniczący wyszedł zza kulis wraz z ochroną, która sprawdziła przedstawicielkę wygranej klasy, po czym uścisnął jej dłoń mówiąc: ,,Obywatelko jesteśmy z was dumni". I tym sposobem dwie godziny z głowy.

Po powrocie z występów była matematyka. Joker oddała nam nasze nieszczęsne kartkówki, większość podostawała dwóje. Następnie zaczął się wykład, że nie umiemy czytać ze zrozumieniem, nie stosujemy się do poleceń oraz czy się w ogóle przygotowaliśmy do tej kartkówki.

Nastał czas polskiego, na którym robiliśmy rozbiór zdania. Najpierw rozkładamy zdanie o Izoldzie i Tristanie, chociaż Wachol chciał wepchać się do zdania zamiast Tristana.  Ratatuj został zaproszony do tablicy by podkreślić części zdania, ale po jakimś czasie stwierdził, że nie rozkmini tego. Polonistka poprosiła go o wytłumaczenie pojęcia rozkminy. Dla niewiedzących rozkmina to rozumienie bądź wykonanie czegoś. Na tej lekcji również zdarzało się częste otwieranie drzwi, przy którym chłopcy witali się z każda osobą, czyli bądziorno ciąg dalszy. 

Ostatnia lekcja była biologia, mieliśmy kartkówkę. Później zajęliśmy się higieną i chorobami układu trawiennego. Gremlin błyskał swoimi wytłumaczeniami. Na pytanie dlaczego powinno się jeść pięć posiłków dziennie odpowiedział: ,,Bo cztery to za mało a sześć za dużo", a piramida żywienia stoi na czubku. 


czwartek, 26 września 2013

Czwartek

Większość klasy lubi czwartki i choć mamy w tym dniu Geografię, której chyba nikt z nas nie lubi, to się cieszymy, bo to najkrótszy dzień ze szkolnego tygodnia. Tylko 6 godzinek i do domku :))


Pierwszy przedmiot to Preorientacja Zawodowa. Nasz Pedagog, który prowadzi ten niepotrzebny przedmiot dzisiaj tylko otworzył Nam klasę i powiedział co mamy zrobić, wyszedł zostawiając nas pod opieką, grubej Pani Psycholog.
Na Preorientacji zazwyczaj, ktoś przygotowuje referat na temat wybranego przez siebie zawodu, a później go czyta. Tym razem swój referat o zawodzie policjanta przygotowała Panna Pustak.

Następna lekcja to Religia :(
Ksiądz zaczął mówić o Nergalu i Dodzie. ''Oni nie mogą być przykładem" - twierdził.
Nieźle zacofany musi być ten ksiądz. Bóg go chyba opuścił.

Ta lekcja gwarantuje tylko i wyłącznie100% nudy.
Czasami są śmieszne sytuacje typu,

Ksiądz: Droga do Emaus symbolizuje...?
Uczeń: Drogę krzyżową.
.I znów jest kazanie na temat, ze nie znamy podstaw, pacierz itd.


Logiczne - na matematyce rozwiązywaliśmy zadania.



Następnie muzyka, pierwsza od 2 tygodni. Klasa była szczęśliwa, bo wcześniej na zastępstwie musieliśmy mieć J polski :(
Jednak Pani już wróciła.

Geografia, to nasza przedostatnia lekcja we czwartek.

A na W-F, mieliśmy nieszczęsny J.polski i gramatykę. Rozwiązywaliśmy zadania, pewne polecenie brzmiało:
Polonistka: Rozwiń podane zdania stosując wskazane okoliczniki.
                 Spróbuję naprawić rower... (okolicznik przyzwolenia)
Uczeń: Spróbuję naprawić rower mimo braku roweru.

Polonistka: Po południu pójdę...
Ratatuj: ... na suchary do babci.


Polonistka: Przedłużcie sobie tę tabelkę.
Gremlin: Już ja sobie przedłużę!

I to wszystko, jeszcze tylko jutro piąteczek i weekendzik :))



środa, 25 września 2013

Środa

Środowe lekcje zaczynają się od historii. Tym razem IIB omawiała konflikt z krzyżakami i jego zakończenie.No nareszcie, Krzyżacy robią się już trochę nudni, a powtórkę z rozrywki będziemy mieli na polskim w kwietniu.

Na W-F dziewczęta grały w ziemniaka, tymczasem chłopcami zaopiekowała się Dzwoneczek, czyli nauczycielka dziewcząt od tego przedmiotu. Dla nie wiedzących gra w ziemniaka polega na obijaniu piłki i ten kto nie obije wchodzi do koła i kupa. Kolejne osoby odbijają miedzy sobą i mogą trafiać w te w kole, jeśli osoba z koła złapie wychodzi z niego, a jeśli nie to dostaje literę I i tak aż ułoży się ZIEMNIAK. Tutaj Golden Child znęcała się trochę nad Krejzolką, ale kiedy ta po paru takich ścinach złapała miała taką radochę i śmiech że można by było to wstawić na YouTube.

Później nastał czas zajęć artystycznych. Lekcja na której nie jest sprecyzowane co robić. W tej szkole masz dwie opcje takich zajęć, obie przyznawane losowo. Ta klasa akurat ma zajęcia z rysowania, która prowadzi Plastuś, nauczyciel plastyki i informatyki. Obecnie przerabiany jest temat wszelkich brył, dzisiaj były prostopadłościany. Pan po paru minutach wyszedł na chwilę do informatycznej, Smiley poszczała z telefonu swoją dyskotekową muzykę oraz Edytę Górniak. Wszyscy dostali piątki jak zwykle (no oprócz Luny, bo jej nie było i nic nie dostała)

Na czwartej lekcyjnej była chemia i również zawody w bieganiu, z każdej klasy miało stawić się pięć dziewczyn i pięciu chłopców. W IIB padło na Wenię, Krejzolkę, Golden Child, Smiley, Pszczółkę Dąbka, Ratatouille, Gremlina, Pryszcza oraz Wachola, który robił zdjęcia do szkolnej gazetki. Podsumowując to na chemii nic się nie działo, tylko niektórzy poprawiali.

Czas na dwie godziny angielskiego z powodu nie obecności Ich-bin-dy. Dwie grupy zostały połączone tworząc jedne wielki harmider. Pierwsza godzina odbyła się w dużej sali językowej podczas niej otrzymaliśmy książki do angola. Na tej godzinie również Agua, Wenia, Pustak, Panna Foch, Gremlin i Ratatouille dowiedzieli się, że nie ma autokaru w ich kierunku. Innymi słowy radźta sobie sami dzieci. Druga godzina była koszmarem. Jak często AguaWenią śmieją się po niemieckim że mają lekcje 20 sal dalej, dzisiaj nie było im do śmiechu. 22 osoby w jednej maleńkiej sali to trochę za dużo, ale sprytne opracowały sobie technikę, pierwsze wepchały się do sali zajmując miejsca siedzące. Gremlin, który nie widział tablicy zaczął kombinować i tu posłużę się cytatem: ,,niewidzę...kto mi przepisze? Pszczółka... Wiesz jak cię lubię...''. Smiley zwariowała, bo wyparowała z niej cała energia i leżała głową na ławce, a później Drama Queen wzięła z niej przykład mówiąc o ilości kurzu w tej klasie, który zaraz zaczęła sprzątać.        

Na koniec katuszy dzisiejszego dnia szkolnego fizyka na której miała być kartkówka, ale w końcu nie było. Przynajmniej taka mała przyjemność na koniec dnia.

Wtorek

Wtorek to najdłuższy dzień z całego szkolnego tygodnia.

Zaczęliśmy lekcję od Historii, której uczy nasza wychowawczyni.
Lekcja ta okazała się klęską dla większości klasy, ponieważ pani rozdawała nasze nieszczęsne sprawdziany.
Oceny były fatalne. Była jedna 5-, którą dostał Pszczółka Dębek.


Następnie dwie godziny języka polskiego, pani wreszcie dodała wypracowania, które trzymała 3 tygonie oraz zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę z tematu, który mieliśmy przeczytać w 7 minut, po czym sami sobie ją sprawdziliśmy.  Dzisiaj Polonistka sprawiła pobudkę Pannie Foch, która ,,zasypia" (,,odlatuje) na lekcjach.

Przyszedł czas na matematykę. Było miło i nie miło, bo pani SzCzy tłumaczyła "ważną" rzecz a Ratatuj sobie rozmawiał. Były emocje, o były.







Na religii pisaliśmy klasówkę, ksiądz nas przechcił, że się nie uczmy i głosił kazania, ze to LENISTWO! Amen.



Godzina Wychowawcza, to luźna lekcja z telewizorem w roli głównej, gdzie plazma odbiera tylko jeden kanał TVN. Padło akurat na Ukrytą prawdę. Nie zabrakło ciekawych komentarzy, m.in.który wypowiedział Ratatuj - Zesrała się - słowa wypowiedziane były bardzo trafnie, bo w momencie kiedy Policjant ''chciał" (aha) strzelać do pewnej dziewczyny i chłopaka.

Na W-f biegaliśmy 60m.

A na technice, pani Latająca Brew, mówiła o zasadach bezpieczeństwa.
Do tego proponowała nam, abyśmy wycinali w domu kwiatki na 6, bo potrzebne są na apel.
Pokazała nam kwiatki i dodała: mogą być i takie li | ly | je.
Na to Pryszczaty kolega zaproponował, że zrobi niewidzialne kwiatki. Na to Pani Latająca Brew odparła, że lepiej, żeby on był nie widzialny, na to Pryszczaty kolega dodał, że może wyjść.
Pani od Techniki, zacina się i powtarza słowa: ''... i takie znaki ewakuacyjne, ewakuacyjne..."

Dialog z lekcji:

Pani Latająca Brew: Kiedy może być ewakuacja?
Wachol: Kiedy szkoła się wali.
Ratatuj: W momencie podłożenia dynamitu.
Pani Latająca Brew: A jeżeli ktoś podłoży bombę, to zabieramy swoje rzeczy czy nie?
Uczeń 1: Wychodzimy tak jak stoimy
Uczeń 2: Na golasa.

wtorek, 24 września 2013

Poniedziałek...

W poniedziałki klasa IIB zaczyna zazwyczaj od 10:45, ale jako że nie ma autokaru i tak większość przybywa na 8 lub 9 (w zależności skąd pochodzą). Czasami zdarzy się, że ktoś kogoś podwiezie no i jest się dopiero na tą czwartą godzinę lekcyjną. Luna jako jedna z pierwszych pojawiła się w szkole, a jakiś czas po niej do łącznika hali i korytarza gimnazjum wkroczyły Agua oraz Panna Foch. Po zostawieniu rzeczy w szatni (która była o dziwo otwarta) dołączyły do Luny. Następna do tego tłumu dołączyła Wenia. Jeszcze godzina czekania, a Agua i Wenia zostały same, ponieważ Luna poszła poprawić kartkówkę z polskiego, a Panna Foch miała przygotowania do konkursu z angielskiego.

Przez tą godzinę dwie dziewczyny ustalały ostatnie szczegóły do tego bloga.
Później grupa wyższa zawędrowała na Angielski, który mieli z Młodą K. Na tej lekcji Smiley (czytaj Smajli) dorwała się do czarnego markera od tablicy i zaczęła rysować sobie po ręce. Golden Child zapytała się jej czy czasem nie jest to marker permanentny, z którym niedawno Smiley miała przygodę na historii. Krótki dialog:
Golden Child: Czy to nie jest marker permanentny?
Smiley: *kręci markerem* nie, nie martw się Golden Child
Młoda K.:A kto by się o ciebie martwił...
Smiley: Bo Golden Child to taka matka Teresa...

Na przerwie przed informatyką Drama Queen poprosiła Pszczółkę Dąbka by potrzymał jej teczkę, a jako że Agua, Wenia i Luna siedziały obok nie mogło się obejść bez zajrzenia do teczki. Trzynaście plakatów mówiących o naborze do harcerstwa. Drama Queen zamierzała je rozwieść na jednej przerwie,  a my zaproponowałyśmy jej pomoc.  Dąbek trzymał teczkę, Wenia cięła taśmę klejącą, Luna trzymała pojedyncze plakaty, Agua przyklejała taśmę, a Drama Queen latała po szkole je rozwieszając. W między czasie pojawiła się Joker, nauczycielka matematyki i drużynowa owej drużyny harcerskiej. Przeglądała plakaty, na których były zdjęcia i opowiadała nam o nich, a na koniec dodała, że może i my się się skusimy na bycie harcerzami. Agua i Wenia po odejściu Jokera zaprzeczyły.

  Nadszedł czas informatyki z Plastusiem, gdzie dalej wyższa grupa uczyła się robić animacje w Power Poincie. Zbytnio na tej lekcji nic się nie działo.

Później była matematyka gdzie Joker oddała nam prace domowe i zabrała kolejne.

Następnie polski czyli kartkówka.

Przed biologią będącą ostatnią lekcją chłopcy z IIB pochwalili się znajomością włoskiego. Do tej pory albo darli się dzieńdobły bądź wykrzykiwali nazwisko Kolerzanki, a teraz mówią do siebie po włosku bongiorno (czytaj bądziorno) czyli dzień dobry.

Dzisiaj widziałam dwie osoby w cekinowych spodniach, nie rozumiem tej mody na bycie blig-blig, no ale różne są gusta. Coś może kogoś razić w oczy, a komuś może się strasznie podobać. 

sobota, 21 września 2013

Słowem wstępu...



Z samej nazwy bloga można wywnioskować o czym będzie, o życiu szkolnym. Szkoła... zazwyczaj to słowo kojarzy nam się z klasówkami, kartkówkami, rówieśnikami, starszymi, młodszymi, ostatnią klasą, pierwszakami, można by było wymieniać tak w nieskończoność. Oczywiście życie szkolne to nie same kartkówki, klasówki, testy i sprawdziany, ale też zabawne sytuacje, przyjaciele. Można ten blog nawet nazwać rodzajem pamiętnika, będą się tu znajdowały wydarzenia godne uwagi, w końcu nie każdy dzień szkolny jest ciekawy, a może być też wyjątkowo nudny. Nie ma co się rozpisywać, pozostaje czekać wam pierwsze posty...